PL EN

Blog · 2026-08-29

Chinese Roulette

Tutaj w Chinach Ludowych bardzo nam przyjemnie:
Obiad wielodaniowy jest trzy razy dziennie!
Kiść czerwonych lampionów nad głową się pali
Na stole sztuczny lotos, z plastiku bonsai.
W akwariach złote rybki puszczają bąbelki,
Raki suną do tyłu, pełznie homar wielki,
Plątanina ruchliwych węgorzy się kłębi...
Wnet to oceanarium skończy na patelni.
Zaraz będzie wyżerka dla całej wycieczki
I zadzwonią miseczki, w ruch pójdą pałeczki.
Szklany blat już się kręci, uczta się zaczyna,
Wszystko kusi i nęci, choć made in China.
Na karuzeli krąża już liczne potrawy,
Woń imbiru, kuminu, cytrynowej trawy.
Wodorosty i glony lśnią w mętnej sadzawce,
Świńskie skórki pływają w brunatnej potrawce,
Pierożek pomarszczony grzeje się na parze,
I kurze łapki mokną w parującym garze.
Sfermentowane tofu ma zapach skarpetek,
Niemy wyrzut maluje się w oczkach krewetek.
Jest i ryba-wiewiórka, jest i graba kraba,
I buziaczki są kaczki, i w rosole żaba.
Ślimak drzemie w kolendrze, zjemy go w te pędy,
Potem potrawkę z węża i bambusa pędy,
Stuletnie jajo z żółtkiem niby galaretka,
I placuszek ryżowy, cienki jak serwetka.
Nigdy nie wiesz czy w sosie połyskuje rybka,
Nietoperz to czy królik, czy to pies, czy wydra.
Wreszcie wózek pcha kelner, dziobaty na pysku,
Wjeżdża gwiazda wieczoru - kaczka po pekińsku!
Wirują dania ostre, słodkie, kwaskowate,
Karzełek tkwi pod stołem i obraca blatem,
Nam w żołądkach to wszystko także się obraca,
A na blacie się zjawia wciąż za tacą taca.
Na dziesięć osób dają dwa wodniste piwa,
Więc gość z Polski raptownie od stołu się zrywa,
Znika gdzieś i po chwili wraca z flaszką whisky,
Którą wlewa w maleńkie naparstki-kieliszki,
Albo z butelką bajdżiu - każdy z nas ją łyka,
Choć ten napój aromat ma rozpuszczalnika.
Jednak toast wznosimy, łykając pierś kaczki,
I naiwnie wierzymy, że nie będzie sraczki!

Marcin Kołpanowicz · Kraków All posts →