Śrinagar — przeplatanie wykwintu i banału
Serowar sklepik ma w Śrinagarze, Usiadł w pozycji kwiatu lotosu, Mleko też zsiadło się w jego garze W ekologiczny, lokalny sposób. Kultur bakterii jest tu w nadmiarze, Pewnie więc jogurt pierwszej jakości Wkrótce tak biały w garze uwarzy Ja…
Serowar sklepik ma w Śrinagarze,
Usiadł w pozycji kwiatu lotosu,
Mleko też zsiadło się w jego garze
W ekologiczny, lokalny sposób.
Kultur bakterii jest tu w nadmiarze,
Pewnie więc jogurt pierwszej jakości
Wkrótce tak biały w garze uwarzy
Jak Bollywoodzkiej zęby piękności.
Obok mleczarni błyszczy samowar
Miedziany, zdobny w misterne wzory.
Tu palenisko rozżarzył kowal
I klepie blachę wewnątrz swej nory.
Popiołem dzbana brzuch poleruje,
I żeby wodę mógł nosić dlugo,
Ucho ozdobne doń przylutuje.
I tak w popiele rodzi się cudo.
Z singerem starym krawiec uliczny
Spełni najwyższe w mig wymagania.
Skróci, przedłuży w sposób prześliczny
I jak motorek wciąż zaiwania.
Staruszek sklep ma z wodą różaną,
Piesek na schodach batona walnął.
Tak się przeplata wykwint i banał,
Raz perfumeria, raz zwykle szambo.
Piekarze pośród bułek zasnęli,
I w mącznym pyle chrapią wesoło,
Jak złote skarby piętrzą się placki,
Ciabatty wielkie jak młyńskie koło.
Sezamem pachna złote paluszki
I nadmuchane chleby-poduszki.
W miednicy smaży się coś pysznego,
Olej pamięta czasy Ghandiego.
Obok masarnia z falistej blachy,
Klientów zadek barani wabi,
Rzeźnik toporkiem rąbie kurczaki
I powiewają flaki jak flagi.
Ślęczą przy krosnach całymi dniami
Tkacze cierpliwi, ludzie - pająki,
Z jedwabnej nici tkają dywany
Na podobieństwo kwiecistej łąki.
Tak na osnowie godzin bezbarwnych
Kolorowego życia mknie wątek.
Tak się przeplata piękno i zachwyt
Z błotem i mierzwą. Z końcem początek.





