Dygresja o słońcu i miotle
Wśród zaprezentowanych na rzymskim przeglądzie niderlandzkich obrazów rodzajowych najciekawszym psychologicznie i "oświetleniowo"(choć niekoniecznie artystycznie) dziełem było "Wnętrze z mężczyzną, kobietą czytającą list i służącą" Pietera Janssensa Elingi. Wydaje się, że w tytule wymienione są wszystkie osoby dramatu, jednak równie ważnym bohaterem sceny jest wpadające do wnętrza słońce.
DYGRESJA O SŁOŃCU I MIOTLE
na marginesie wystawy "Jan Vermeer i złoty wiek malarstwa holenderskiego" w Scuderie del Quirinale w Rzymie
Wśród zaprezentowanych na rzymskim przeglądzie niderlandzkich obrazów rodzajowych najciekawszym psychologicznie i "oświetleniowo"(choć niekoniecznie artystycznie) dziełem było "Wnętrze z mężczyzną, kobietą czytającą list i służącą" Pietera Janssensa Elingi. Wydaje się, że w tytule wymienione są wszystkie osoby dramatu, jednak równie ważnym bohaterem sceny jest wpadające do wnętrza słońce.
Elinga pokazuje niedobrane – a być może tylko skłócone – mieszczańskie małżeństwo. Ona siedzi w trzech czwartych tyłem do widza, pogrążona w lekturze listu. Siedzi w wysokim, bogato urządzonym pokoju, jej twarz jest twarz niewidoczna, głowa osłonięta czepkiem. On, elegancko ubrany, ukazany w świetle drzwi, stoi przy stole w drugim pomieszczeniu, dokąd przed chwilą wzburzony wyszedł. Jego osłoniętą bujnymi włosami twarz również jest niewidoczna. Mężczyzna szuka uspokojenia, patrząc przez okno. Wygląda trochę tak, jakby trzęsącymi się rękami przygotowywał sobie drinka. Oboje zwróceni do siebie plecami – po kątach pokoju przetacza się jeszcze echo niedawnej awantury. Pomiędzy nimi (i również plecami do nich) postać służącej z miotłą, której kij wykreśla równą granicę – dosłownie separuje pana od pani. Służąca, choć kawał baby, stara się być niezauważalna. Całą swą skuloną sylwetką zdaje się mówić: ja tu tylko sprzątam. Cisza w obrazie jest ciszą po burzy, zakłóca ją jedynie miarowe szuranie miotły po marmurowej posadzce.
Miotła to rekwizyt pojawiający się nader często w interieurstukken (scenach rodzajowych we wnętrzach) niderlandzkich mistrzów. Na samej rzymskiej wystawie miotłę widać przynajmniej w siedmiu obrazach: opartą o ścianę w podwórku "Uliczki" oraz o drzwi w "Liście miłosnym" (obydwie prace pędzla Jana Vermeera),w rękach "Kobiety z dzieckiem" Hendrika van der Burch, w rękach zapracowanej Marty na obrazie Erasmusa Quellinusa "Chrystus w domu Marty i Marii"; jako rózga pojawia się w dłoni matki grożącej "Nieposłusznemu doboszowi" Nicolaesa Maesa, wsadzona w kamienną misę, flankuje z prawej strony kompozycję Pietera de Hoocha "Kobieta z dzieckiem na podwórku". I wreszcie w rękach służącej na niezwykłym płótnie Pietera Janssena Elingi. Miotła bywała atrybutem wiedźmy, ale w tym wypadku jest raczej symbolem sławnej holenderskiej schludności. To ona nadaje woskowy połysk posadzkom Vermeera, Jacoba van Loo i Cornelisa de Man. Mogłaby być heraldycznym symbolem Niderlandów – nie bez powodu eurodeputowany Nigel Farage, chcąc obrazić flamandzkiego polityka Hermana van Rompuy, przypisał mu charyzmę mopa.
Miotła jest jednocześnie daleką kuzynką pędzla, jego toporną karykaturą. Malarz za pomocą pędzla nie tylko nanosi farbę, ale także porządkuje obraz, czyści powierzchnie i wygładza faktury. Wprowadza porządek, oddziela światło od ciemności. Niderlandzkie sceny rodzajowe nie miałyby swej szlachetnej klarowności i abstrakcyjnej dyscypliny, gdyby widoczne w Holandii na każdym kroku poczucie estetyki i wrodzony dar aranżacji wnętrz nie łączyły się z umiłowaniem porządku, czyli po prostu codziennym stosowaniem miotły (powyższa uwaga nie odnosi się do scen knajpianych dwu Adriaenów: van Ostade i Brouvera – na ich płótnach niepodzielnie króluje wzorowy bałagan).
Kompozycja obrazu Elingi jest złożoną grą czworoboków: dwa najjaśniejsze prostokąty to wysoko umieszczone okna, trzeci – to drzwi otwarte do drugiego pomieszczenia, w którym znów pojawia się rozświetlone okno. Są jeszcze dolne kwatery okien, niemal kwadratowe, zasłonięte bordowymi okiennicami, jest siedem obrazów (w czarnych równoległobokach ram) powieszonych na ścianach, prostokąt lustra oraz białe i czarne kwadraty posadzki, ukazane w perspektywie jako romby lub trapezy. Obraz zbudowany jest szkatułowo – mieści w sobie jakby wiele innych obrazów. Dosłownie – bo na ścianach salonu wiszą pejzaże (van Goyena? Hobbemy?), sceny marynistyczne i portret. Ale też przenośnie: lekkie, poruszane wiatrem korony drzew na tle chłodno-białego nieba to dwie eleganckie minimalistyczne kompozycje umieszczone we framugach okien. W otwartych drzwiach ukazuje się drugi pokój. Kadr śmiało, niemal po degasowsku, obcina ręce mężczyzny, przepoławia krzesło – prawdziwy obraz w obrazie. Wreszcie rzecz najbardziej niezwykła: gra czarnych i białych równoległoboków w zwierciadle, odbicie fragmentów płyt posadzki w w punkcie zbiegu kompozycji – to chyba pierwszy świadomy "obraz abstrakcyjny" w malarstwie europejskim. Swoisty "pre-mondrian"! I to od razu umieszczony w złotej ramie.
Ale na tym nie kończy się lista osobliwości zawartych w kompozycji Elingi. To również jeden z pierwszych obrazów świadomie namalowanych pod światło. Decyzja ta pozwoliła na ukazanie wpadającej do wnętrza delikatnej wiązki słonecznych promieni, jakby dwu firanek z najcieńszego bisioru, skośnie opadających z prawych górnych narożników okien. Od tego momentu można by ten obraz zatytułować "Niezwykłe przygody fotonów w ciemnym wnętrzu". Rozświetlonym prostokątom okien w obydwu pomieszczeniach odpowiadają plamy słonecznego blasku na podłodze i ścianie. To drugie co do ważności – po oknach – najjaśniejsze akcenty walorowe utrzymanego w mroku malowidła. Przed czerwonym pantofelkiem pani rozpościera się jakby jaskrawy dywan, a na ścianie wisi jakby fluorescencyjny kilim. Te plamy światła namalowane zostały bardziej materialnie niż przedmioty, farba nałożona jest tutaj grubo, fakturalnie. Przypomina się fragment z "Sierpnia" Brunona Schulza: „(...) kwadraty blasku, śniące żarliwy swój sen na podłodze".
Wdarcie się słonecznej patoki do ciemnego pokoju jest jak spust surówki ze słonecznego pieca. Złoty płyn rozchlapuje się dookoła: światło odbija się na sąsiedniej, pogrążonej w mroku ścianie, nieco osłabione, na tyle jednak mocne, by wywołać drobne błyszczące kropelki (przypominające rozżarzone ogniki w potoku płynącej lawy) na rzeźbionej ramie lustra i widmowe, biegnące po skosie w górę cienie od krzesła i stołu, przy którym siedzi kobieta. Ona zresztą, choć czyta, cofa się przed zbyt kontrastowym blaskiem, jakby chciała uciec przed prawdą – ułożenie ciała na krześle powtarza przekątną, którą odbite światło rysuje na ścianie. Na stole odłożona robótka i pomięta w emocji koperta. Malarz kończy swą opowieść subtelnymi echami – po lewej stronie, na świeżo zamiecionej posadzce pojawia się poświata otwartych drzwi, a po prawej, pod białym prostokątem światła na ścianie – jego delikatne odbicie w tafli marmuru, zakłócone przez stojące na drodze promieni świetlnych krzesło.
Pieter Janssens Elinga biegłością pędzla nie dorównywał największym mistrzom niderlandzkich scen rodzajowych, ale w tym obrazie pobił ich wszystkich na głowę wnikliwą, nadwrażliwą wręcz obserwacją zjawisk świetlnych. Tak skomplikowanej partytury światła, rozpisanej na plamy blasku, refleksy, odbicia w lustrze, złocie i marmurze oraz odbicia odbić – malarstwo dotąd nie znało.
Jednocześnie odbicia te ilustrują zawiłą grę psychologiczną, jaką toczy się między małżonkami. Ryzykując pewną nadinterpretację (ale przecież niczego innego nie robię od samego początku), domyślam się, że słońce, które przenika mętną atmosferę bogato wyposażonego salonu, sugeruje konieczność "rzucenia światła" na problemy, które dzielą kobietę i mężczyznę. Czy powodem animozji między nimi jest bogactwo – utracony majątek, zastawione złoto (sugerowałaby je złota rama lustra)? Wiadomość o zdradzie, romansie, nieślubnym dziecku (zmięty list)? Wzajemne nieporozumienie lub niezrozumienie samego siebie (niepojęty, abstrakcyjny obraz w zwierciadle)?
Wydaje się, że czynność służącej, stojącej pomiędzy skłóconymi małżonkami, oznacza wymóg wymiecenia brudów, oczyszczenia lub przyznania do winy, słowem: uporządkowania życia. Bo w życiu nic nie jest czarno-białe jak posadzka w tym pokoju. Miotła ściera z czarnych i białych płyt podłogi jedynie kurze. Służąca nie widzi jednak, jak za jej plecami słoneczna miotła (nadprzyrodzony blask, który u Elingi oznaczać może Łaskę) całkowicie wybieliła czarne płyty posadzki.
I pozamiatane!
Ilustracje z miotłą:
1. Pieter Janssens Elinga, WNETRZE Z MĘŻCZYZNA< KOBIETĄ CZYTAJACA LIST I SŁUŻĄCA, ok. 1670 r.
2. Nicolaes Maes, NIEPOSŁUSZNY DOBOSZ (fragment), ok. 1655 r.
3. Jan Vermeer, LIST MIŁOSNY, ok. 1669 r.
4. Jan Vermeer, ULICZKA, ok. 1658 r.
5. Pieter de Hooch, KOBIETA Z DZIECKIEM NA PODWÓRKU, ok. 1660 r.
6. Hendrick van den Burch, KOBIETA Z DZIECKIEM, ok. 1660







