WERSJA TESTOWA· Strona w przygotowaniu — produkcyjna pod kolpanowicz.pl
PL EN

Recenzje prasowe · Brulion paryski (fragment) · 2000-01-01

Arkadiusz Pacholski — Teatr świata


(...) Bodaj pięć lat później, w roku 1996, przysłano mi z jednego z warszawskich salonów sztuki współczesnej katalog dzieł, które można tam było kupić. Spośród ponad sześćdziesięciu reprodukowanych w nim obrazów, w tym bardzo wielu doprawdy znakomitych, najbardziej zaintrygował mnie Teatr świata Marcina Kołpanowicza. Obraz przedstawiał zrujnowane wnętrze osiemnastowiecznego pałacowego teatru, z którego zielonych ścian odchodziła całymi płatami złuszczona farba. Na pustej widowni stało zaledwie kilka foteli i krzeseł, obitych żółtawozłotą i czerwoną draperia, zaś rozsunięta na boki czerwona kurtyna odsłaniała scenę, w której brakowało kilku desek. Sama scena okazywała się porośniętym przez falujące zboże polem, ciągnącym się daleko aż po błękitne góry na horyzoncie. Nad tą oświetloną słońcem równiną sunęły wolno białe puszyste obłoki; jeden z nich pod falbankami kurtyny wpływał właśnie do wnętrza teatru.

Obraz promieniował niezwykłym spokojem, a jednocześnie intrygował pustką, rodzącą się z żałosnej samotności krzeseł, monotonnej rozległości równiny, a przede wszystkim - zupełnego braku ludzi. Gdzie są ci, którzy niegdyś zasiadali na fotelach? Czy poszli tam - „na scenę" - uważając, że zamiast przyglądać się życiu, lepiej samemu je tworzyć, brać w nim czynny udział? A może wręcz przeciwnie: nie chcąc zaakceptować tego, co dzieje się przed ich oczyma, oddalili się z widowni do innych pomieszczeń pałacu? (...) Czy to bogowie przypatrywali się śmiertelnikom, czy też odwrotnie: ludzie spoglądali ku bogom? Może bogowie, przerażeni tym, co na ich oczach dzieje się na ziemskim świecie, odeszli, nie chcąc, by upatrywano w nich wspólników zbrodni? A może to właśnie ludzie, w przekonaniu, że sami bogowie napisali krwawą sztukę, postanowili na znak protestu odwrócić się od nich plecami? Osobiście skłaniam się ku pierwszemu rozwiązaniu. Przyroda, która w postaci obłoku, zgnilizny scenicznych desek i spękań na ścianach wślizgiwała się do wnętrza teatru, zaniepokoiła mnie swą cichą - lecz konsekwentną - ekspansją na terytorium królestwa kultury. W obrazie Kołpanowicza dostrzegłem symbol zagłady, zagłady spadającej na świat, kiedy śmiertelni zapominają o tym, że grają przed najbardziej wymagającą widownią - widownią złożoną z istot doskonałych. (...)

Arkadiusz Pacholski Wszystkie recenzje →