Ignacy Trybowski — Przedmieścia
Marcin Kołpanowicz należy do malarzy, którzy pełnią swych twórczych możliwości wejdą w trzecie tysiąclecie naszej ery. Urodzony w Krakowie (1963 r.) w tutejszej ASP odbył studia (1982-1987) uzyskując dyplom w pracowni malarskiej prof. Stanisława Rodzińskiego i Zbyluta Grzywacza. Kilkakrotnie brał udział w wystawach za granicą oraz w Krakowie, gdzie też w galerii Inny Świat przedstawił własną kolekcję obrazów.
Jeśli wielu artystów zaczyna od prób i poszukiwań, z których czasem, wcześniej lub później, krystalizuje się indywidualny charakter ich twórczości, to Marcin Kołpanowicz jest przykładem od początku zdecydowanego i konsekwentnego postępowania. Ta świadomość celu przyświecająca artyście jest zjawiskiem raczej rzadkim, zwłaszcza wśród młodego pokolenia upajanego fajerwerkową barwnością i efektownością współczesnej sztuki w niezliczonych, choć nieraz trudnych do określenia przejawach. Kołpanowicz, sceptyczny wobec skrajnych wystąpień sztuki nowoczesnej, nie przestaje być jej reprezentantem.
Uprawia malarstwo przedstawiające, często o metaforycznej, symbolicznej wymowie. W tym nurcie, mającym tak długą i ciągle żywą tradycję, zaznacza się szczególną obecnością. Jego obrazy są swoistym przekazem rzeczywistych motywów, dostrzeżonych w jakby gotowych już malarskich formach, istniejących w realnym otoczeniu. Ba, tu zawsze tkwiło źródło twórczych natchnień pociągających artystyczna atrakcyjnością interpretacji lub w sensie malarskiej podniety widokami przyrody, krajobrazu natury czy miasta, przedmiotów czy osób. Jednak pozornie tylko jest to sztuka wizualisty, bowiem nade wszystko wyobraźnia i możliwości jej malarskiej transpozycji są tu istotne.
Na obrazach Kołpanowicza widzimy katedry - aleje z perspektywą topól niczym filary międzynawowe, z rzędem kościelnych ław, a ponad nimi w górze fatamorgana gotyckiego sklepienia; starożytne egzotyczne miasta warowne na bezkresnej kamienistej równinie, pod rozległym niebem z prześwietlonymi, dynamicznie skłębionymi obłokami, prezbiteria opuszczonych kościołów ze światłem komety mocno przenikającym do wnętrza między maswerkami okien; rozpadające się niesamowite konstrukcje nad brzegiem wód, dziwaczne stwory wyłaniające się z odmętów i gromadzące się na brzegu; świątynie oraz fantastyczne widoki architektoniczne, martwe natury, postacie, akty młodych dziewcząt z symbolicznymi atrybutami, np. muszli, na tle podwodnego k rajobrazu... Wreszcie - dające się identyfikować weduty i poszczególne budowle krakowskiego Kazimierza i Podgórza, czasem wyizolowane fasady i detale, niektóre oddane z werystyczną precyzją... A więc świat prawdziwy, konkretnych wyobrażeń i przestrzenie fantastyczne; wyimaginowane przedstawienia z niemal studyjnym ich przywołaniem w narzucającym się prawdopodobieństwie wyglądu i sytuacji. Jakiś „filmowy" realizm i nierealny, choć sugestywnie materialny, pozornie lokalny koloryt, precyzja rysunku rzeczy, powierzchni i brył oraz księżycowe światło i zatrzymany czas, atmosfera niepokojącego teatru. Kompozycje te są oparte o paradoksalne doświadczenie obserwacji i fantazji. Jesteśmy jakby w kręgu doznań nam znanych. Ale gdy się zastanowimy - okaże się, że to złudzenie: to jednak świat przed nami odkrywany, zobaczony i artystycznie skomponowany przez Kołpanowicza! Myśmy się z tym światem może i stykali, ale go nie dostrzegaliśmy, zwłaszcza tak, jak przedstawia Kołpanowicz. To osobliwe wizje opowiedziane w przekonywujący sposób. Więcej niż opowieści, bo interpretacje malarskie są wykładnikiem światopoglądu, objawieniem filozoficznym artysty. Filozoficzne wzruszenia Kołpanowicz w szczególności odnajduje w wizjach Przedmieścia - tak w sensie dosłownym, jak i w wymiarze metaforycznym.