Marek Sołtysik — Sen zimowy
Niepokojąca, bo wręcz jakby nie z tego świata, jest biegłość warsztatowa młodego artysty malarza, Marcina Kołpanowicza, który posługując się wyłącznie pastelem, zawładnął niepowtarzalną aurą Starej Galerii (ul. Starowiślna 10), rozwieszając kilkadziesiąt obrazów.
Młody Kołpanowicz (młody – ponieważ jego ojciec, Andrzej, jest również malarzem owładniętym magicznym duchem surrealizmu) ukończył krakowską ASP, wystawiał w świecie, a teraz, idąc za głosem Leonarda da Vinci, pokazał w samym środku czasu bezwzględności „Obrazy różnych okolic” – pastele, o których sam tak pisze z porażającą bezpretensjonalnością:
„Sięgam po kawałki kolorowych glinek i pocieram nimi o szorstką powierzchnię kartonu – a powstające w ten sposób rysunki mają w magiczny sposób zapewnić pożywienie dla mnie i mojej rodziny.”
Marcin Kołpanowicz z wielką siłą sugestii obdarowuje każdego widza swym widzeniem świata, co czyni go – jako artystę – nieśmiertelnym. Jak długo i z jaką czułością trzeba wpatrywać się w niebo, ażeby ujrzeć tam znaną z zaułków starego Kazimierza „Oficynę Niebieską”... albo wpatrując się w oficynę, nanieść na nią niby prostą, a fascynującą kolorem i niepowtarzalną strukturą kliszę nieba.
Kawałkiem najlepszej literatury jest „Apelles i biały koń” – wstęp pióra Tadeusza Nyczka – w katalogu artysty. Oto fragment: „Powie ktoś, że Marcin K. to w końcu tylko jeszcze jeden z całkiem obfitej rodziny metaforystów zajętych wypatrywaniem mistycznych dziur w zupełnie realnym, aż do bólu, pejzażu naszej szarej egzystencji. Prawda. Tak jak prawdą jest, że ów nasz realny świat jest tylko mistyczną dziurą w realnym aż do bólu pejzażu niepojętego kosmosu”.
Wystawa świetnego malarstwa czynna do 22 stycznia.
(...) Surrealistyczne malarstwo – takie, jakie uprawia Kołpanowicz – mieści się w nurcie sztuki metafory. Artysta może sobie pozwolić na swobodne skojarzenia i rządzi tutaj logika snu. Krakowski malarz we wczesnych latach osiemdziesiątych dał się poznać jako wirtuoz łączący bez żadnej granicy to, co twarde i kostropate, z tym, co nieuchwytne i niedosiężne – mury kamienic z niebem, na przykład. Wtedy dał dowód mistrzostwa techniki – dziś pokazuje dzieła, które w sensie wyrazu nie są wyłącznie fragmentem poematu czy zdaniem olśniewającej frazy. To już całe, finezyjnie skonstruowane utwory. Środki wyrazu artystycznego bronią tego malarstwa przed pomówieniem o zbytnią „literackość”. (...) Szczytem finezji połączenia techniki pastelu, poezji i siły sugestii jest „Sen zimowy”. W tym intymnym, niemal prywatnym obrazie rzecz jest tak prosta, jak proste może być piękno: oto zima odchodzi w miejscach, w których pejzaż przesłania kochana osoba.