WERSJA TESTOWA· Strona w przygotowaniu — produkcyjna pod kolpanowicz.pl
PL EN

Recenzje prasowe · Katalog wystawy indywidualnej w galerii Inny Świat · 1987-10-12

Tadeusz Nyczek — Wielki plan


RODZINA MARCINA

Czasem zadanie tzw. krytyka staje się nader niewygodne: dzieje się tak wówczas, gdy ma się do czynienia ze sztuką bardzo samoświadomą, z artystą, który po prostu wie, co ma robić. Ba, w dodatku umie tę wiedzę przekazać nie tylko poprzez obrazy, ale i poprzez materię pracy krytyka, słowa mianowicie. Marcin Kołpanowicz jest w świecie sztuki zaledwie debiutantem, niedawno ukończył Akademię, jest to jego pierwsza indywidualna wystawa, ale wydaje się, jakby to wszystko miał już z dawna obmyślane, przygotowane, zaś czas, między innymi czas studiów, miał służyć tylko wypełnianiu Wielkiego Planu. To, co dziś maluje, bodaj tkwiło w nim od „początku", tak zawsze myślał i malował, nie musiał wahać się, odkrywać i porzucać, p r ó b o w a ć, jak wielu jego kolegów, dla których artystyczna młodość upływa właśnie na badaniu wytrzymałości siebie i świata. Być może na tak wczesną krystalizację sztuki wpłynęła obecność sztuki jego ojca, znanego malarza Andrzeja Kołpanowicza; jeśli ktoś tak wrażliwy wychowuje się pośród obrazów o tak silnie zarysowanym konturze problemowym i estetycznym, ma do wyboru ugięcie się albo odrzucenie - Marcin wybrał i kontynuację, i przezwyciężenie. Na pierwszy rzut oka różnice są niewielkie, aż niebezpiecznie małe, ale to mylne wrażenie. Malarstwo Andrzeja jest z ducha surrealistyczne, sztuka Marcina wywodzi się ze świata bardzo wyrazistej literatury, gdzie nie rządzą wolność i przypadek, ale ponura determinacja i mistyczna nieuchronność. Literackość teatralność tej malowanej rzeczywistości jest tak ewidentna, że nie grozi jej zarzut wtórności wobec wizji Alfreda Kubina, Hermanna Hessego, Franza Kafki, Bruno Schulza czy Eliasa Canettiego; jest to po prostu bliska rodzina artysty, wujowie i stryjowie, na kolanach których bawił się w dzieciństwie i słuchał ich strasznych i pięknych opowieści. Ma rację pisząc o przedmieściu jako centrum pewnej rzeczywistości, być może bardziej naszej niż jakakolwiek inna. Na tym brudnym podwórku spotyka też na przykład Tadeusza Kantora i Łukasza Korolkiewicza. Niezłe w końcu towarzystwo.

Tadeusz Nyczek Wszystkie recenzje →