Oda do szmatki
ODA DO SZMATKI
Ma przy sobie każdy Hindus,
Od młodzieńca aż do dziadka,
Najważniejsze utensylium:
To niewielka, skromna szmatka.
Czasem szara, czasem bura,
Czasem gładka, czasem – kratka,
Niepozorna, nieodzowna,
Wielozadaniowa szmatka.
Ona ciągle jest w użyciu,
Wykonuje prace liczne,
Najwyższe spełnia standardy
Sanitarno-higieniczne!
Kelner ściera nią podłogę,
Buty, blaty, popielniczki,
I przywraca blask talerzom
I odświeża wierzch solniczki.
Warzy kucharz sos w swym garze,
Pot mu spływa aż na brodę,
Szmatką otrze twarz i czoło,
Potem przetrze nią podłogę.
Nią sprzedawca na bazarze
Nabłyszczy bananów stos,
Muchę na mangu rozmaże,
Po czym wysmarka w nią nos.
Starzec, co sprzedaje betel,
Osusza nią mokre liście.
Rybak palce od krewetek
Lepkie – wytrze zamaszyście.
Golibroda na ulicy,
Gdy już brzytwą zdejmie pianę,
Szmatką zetrze krew z policzka,
Byś miał lico nieskalane.
Taksówkarz nią auto myje,
Umoczywszy wpierw w kałuży,
A i właściciel tuk-tuka
Pieści pojazd swój nieduży.
Masażysta nią wygarnie
Brud z między palców twych nóg,
Potem wytrze ci dokładnie
Oczy oraz brwiowy łuk!
Nigdyś nie jest bezrobotna,
Zawsześ żwawa i wilgotna,
Tropikalna, unikalna,
Higieniczno-sanitarna
Oraz subkontynentalna,
Przyjaciółko i sąsiadko,
Służko, dróżko i kamratko,
Powiernico, siostro, matko,
Skromna, cicha, szara szmatko!